W całej Polsce brakuje szczepionek na tężec, błonicę oraz krztusiec. Firmy farmaceutyczne nie nadążają z realizacją zamówień. Liczba chorych na krztusiec jest alarmująca. Rok temu było ich 1,6 tys., a teraz już 3,5 tys.

Problemy z dostępem do szczepień zaczęły się w zeszłym roku, gdy resort zdrowia przygotowywał zamówienia preparatów. Okazało się wówczas, że koncerny farmaceutyczne mają problemy z realizacją dostaw – nie tylko w Polsce, ale i w całej Europie. Jednym z powodów jest to, że w USA wzrosła zachorowalność na krztusiec, a Ameryka Południowa – podobnie jak Polska – wprowadziła obowiązek szczepień m.in. przeciwko tej chorobie.

W ostatnich tygodniach doszedł problem ze szczepieniami. Tym razem chodzi o tzw. MMR (na różyczkę, odrę i świnkę). W wielu przychodniach dzieci przychodzące na zastrzyk ochronny odchodzą z kwitkiem. – Zamówiliśmy 15 tys. ampułek. Nie dostaliśmy nic – przyznają urzędnicy Wojewódzkiej Stacji Epidemiologicznej w Poznaniu.

– U dzieci do drugiego roku życia w realizacji szczepień obowiązkowych w zastępstwie są wykorzystywane szczepionki wysoko skojarzone przeciwko: błonicy, tężcowi, krztuścowi (bezkomórkowa, złożona), poliomyelitis (inaktywowana) i haemophilus influenzae typu b (5w1). Dla dzieci sześcioletnich zaś są czasowo wykorzystywane szczepionki: Quadracel (DTaP/IPV), Boostrix GSK oraz Tdap – szczepionka SSI. Te ostatnie to preparaty z obniżoną zawartością antygenu – .

Podobnie jest w innych województwach. W Lubelskiem sanepid wylicza, że dotychczas zaszczepionych zostało 41 dzieci, pierwsze transze szczepionek były dostarczone zaś w sierpniu i październiku. W Wielkopolsce na 39,4 tys. ampułek, które będą potrzebne w tym roku, na razie dostarczono 18,8 tys.potwierdza Beata Kempa, kierownik oddziału promocji zdrowia Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Katowicach.

Eksperci zauważają, że w tym roku mamy do czynienia ze wzrostem zachorowania na krztusiec. Uważają jednak, że nie wynika on bezpośrednio z ograniczeń w szczepieniach – a raczej jest efektem tzw. epidemii wyrównawczej, która pojawia się co jakiś czas. Dotychczas jednak liczba chorych w jednym półroczu wahała się od 1,2 do 1,7 tys., w tym roku przekroczyła 3,6 tys.

Obecnie ministerstwo na refundacje szczepień przeznacza od 70 do 90 mln zł w zależności od tego, ile urodzi się dzieci. Firmy jednak zarabiają ok. 200 mln zł, przy czym nawet ok. 100 mln zł płacą rodzice z własnej kieszeni – m.in. kupując szczepionkę wysoko skojarzoną, czyli taką, gdzie za jednym podaniem otrzymuje się ochronę na pięć różnych chorób. Taką opcję, jak wynika z szacunków Centrum Zdrowia Dziecka, wybiera nawet połowa rodziców. Dodatkowo około 10 proc. kupuje szczepionkę na pneumokoki, wyręczając w ten sposób państwo.

Od niedawna toczy się dyskusja, by m.in. szczepienie na pneumokoki wprowadzić do pakietu obowiązkowego – koszt tej zmiany wyniósłby nawet 250 mln zł.

Czytaj więcej: gazetaprawna.pl

Print Friendly, PDF & Email

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ