„Nie wymaga zgody prezesa urzędu przywóz z zagranicy produktu leczniczego na własne potrzeby lecznicze w liczbie nieprzekraczającej pięciu najmniejszych opakowań” – brzmi art. 68 ust. 5 ustawy – Prawo farmaceutyczne. Główny inspektor farmaceutyczny wspólnie z Ministerstwem Zdrowia i resortem finansów zmienili jednak jego interpretację. Zdaniem Głównego Inspektoratu Farmaceutycznego oraz celników przywóz z zagranicy musi być dokonany osobiście. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby Polak wracający z podróży przywiózł ze sobą leki, które są mu potrzebne. Ale kurier już mu ich dostarczyć nie może.

– Tak teraz interpretujemy ten przepis Dlaczego? Otóż inspekcja wypowiedziała wojnę sklepom z lekami o szemranej opinii funkcjonującym w niektórych państwach. Jesteśmy przerażeni tempem, w jakim powstają np. sklepy internetowe w Vanuatu, które sprzedają Polakom nieprzebadane produkty – wyjaśnia rzecznik GIF, Paweł Trzciński.

Prawnicy podkreślają, że działanie GIF uderza przede wszystkim w ludzi kupujących od lat za granicą leki recepturowe, których nie można dostać w Polsce. Nowa interpretacja powoduje, że wiele osób znajdzie się w sytuacji podbramkowej, co w praktyce może oznaczać, że będzie ona zagrażać zdrowiu i życiu wielu pacjentów, dla których liczy się każdy dzień – wskazują kancelarie prawne.

GIF stara się tonować nastroje. Jak zaznacza, mimo bardziej rygorystycznej interpretacji nikt przecież nie likwiduje możliwości uzyskania zgody na import docelowy leków. Pacjenci, którzy zmagają się z naprawdę poważnymi schorzeniami, powinni przejść sformalizowaną procedurę, a wtedy dostaną zgodę ministra zdrowia na sprowadzanie farmaceutyków z zagranicy.

Tyle że uzyskanie pozwolenia na import docelowy zajmuje nawet do pół roku – zwracają uwagę prawnicy.

Źródło: gazetaprawna.pl

Print Friendly, PDF & Email

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ