Uczeni pod kierunkiem prof. Shanny H. Swan z Icahn School of Medicine w Nowym Jorku poddali analizie 185 prac naukowych, które ukazały się w latach 1973-2011, zawierających raporty z badań prawie 43 tys. mężczyzn. Ustalili, że w ostatnich kilkudziesięciu latach liczba pełnowartościowych plemników spadła na świecie co najmniej o połowę.

Gwałtowny spadek płodności mężczyzn w Ameryce Północnej, Europie, Australii i Nowej Zelandii już dziś powoduje, że coraz więcej par ma kłopoty z doczekaniem się potomstwa.

Niepełnowartościowe plemniki

W najdokładniejszej analizie, jaką do tej pory przeprowadzono, dotyczącej wartości męskiego nasienia, uczeni z Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie odkryli spadek liczby pełnowartościowych plemników o 50–60 proc. Dotyczy on zwłaszcza mężczyzn z naszego kontynentu, Ameryki Północnej oraz Australii i Nowej Zelandii, natomiast w dużo mniejszym stopniu Azjatów, rdzennych mieszkańców Afryki i Ameryki Południowej.

Zła wieść dodatkowo jest taka, że tej tendencji nie da się już zatrzymać. W 2060 r. u większości białych mężczyzn zdolności reprodukcyjne spadną praktycznie do zera!

Wartość nasienia mierzy się przede wszystkim ruchliwością plemników. Specjaliści od leczenia niepłodności analizują właśnie ten ruch. Umożliwia im to system złożony z mikroskopu, termostatu wytwarzającego naturalne warunki temperatury, komputerów i urządzeń wideo. Badane nasienie okazuje się słabe, gdy plemniki drgają wokół własnej osi, albo wędrują ruchem konika szachowego, zamiast szybko płynąć prostolinijnie do przodu.

Przyczyny zwykle zrzuca się na karb cywilizacji, ale to ogólne stwierdzenie. Badacze z Jerozolimy wymieniają konkretne powody bezpłodności, jak np. rosnąca liczba przypadków raka jąder, zanieczyszczenie środowiska, stres, na jaki nieustannie narażeni są mężczyźni, zły styl życia, przejawiający się niezdrową dietą, nadużywaniem alkoholu, paleniem papierosów, ale także tak prozaiczne sprawy, jak noszenie zbyt ciasnych spodni i trzymanie na kolanach laptopa, co powoduje podwyższenie temperatury jąder.

Winne także kobiety

Naukowcy przede wszystkim winą obarczają jednak wszechobecne chemikalia. Pestycydy, plastik i niektóre składniki zawarte w kosmetykach i środkach czystości zaburzają układ hormonalny i wpływają na płodność. Wniosek poparty jest badaniami prowadzonymi wśród zwierząt. Wynika z nich, że chemikalia mogą poważne uszkadzać układ rozrodczy. Dowiedziono np., że herbicydy zaburzają rozwój płciowy samców żab i przekształcają je w samice. Owadobójczy DDT powoduje zaś, że aligatory rodzą się z małymi genitaliami, a wiele ptaków nie może doczekać się potomstwa, gdyż skorupki są zbyt cienkie, by stanowić ochronę dla młodych.

Jako że na szkodliwy wpływ rozmaitych zanieczyszczeń są wrażliwe męskie płody, więc i kobiety w ciąży, które nie prowadzą zdrowego stylu życia, źle się odżywiają, nie rezygnują z chemikaliów, przyczyniają się do powiększania zastępów bezpłodnych mężczyzn, którymi w przyszłości staną się ich synowie. Ci potem dokładają już swoje: nie dbają o właściwą dietę, nie prowadzą aktywnego trybu życia i tyją na potęgę, szkodząc nie tylko sercu, ale również swoim plemnikom.

Problemy z jakością nasienia mają także mężczyźni w Polsce. Z badania przeprowadzonego w ubiegłym roku w ramach kampanii „Płodny Polak” wynika, że u prawie co trzeciego obserwowanego liczba plemników była poniżej normy przyjętej przez WHO, czyli mniej niż 15 mln plemników w 1 ml.

Jeśli nic się nie zmieni, może to oznaczać koniec gatunku ludzkiego – bije na alarm dr Hagai Levine, epidemiolog z Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie.

Red.

Print Friendly, PDF & Email

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ